 |
dwupaki.info Forum dla prawdziwych facetów.
|
| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
| Autor |
Wiadomość |
Nothingman Gość
|
Wysłany: Sob Cze 10, 2006 5:49 pm Temat postu: Przyszly alkoholik... |
|
|
Witam! Tak sie ostatnio zastanawialem nad natura niektorych uzaleznien. Zaczynam sie bac, ze bede kiedys totalnie uzalezniony od alkoholu. Najpierw powiem, ze jestem wrecz chorobliwie samotnym, niesmialym czlowiekiem. Pierwszy raz alkohoolu sprobowalem (jedno piwo) w wieku 15 lat - to dosyc pozno. Ale dokladnie pamietam, ze jeszcze PRZED PIERWSZYM napiciem, wrecz nie moglem wytrzymac, zeby sie nie upic - choc nie wiedzialem co to znaczy tak naprawde, ale bardzo chcialem wrecz zapic sie do nieprzytomnosci, tylko wtedy gdy przezywalem straszne chwile, jak chocby milosne niepowodzenia. Marzylem o tym, ze wezme sobie wodke od rodzicow z barku i ja po prostu wypije! Odkad zaczalem nie odmawiac alkoholu, to nie moge powiedziec, ze duzo pije. Raczej okazyjnie. Tylko raz w zyciu totalnie sie zapilem. Tylko raz bo nie robilem tego glownie z powodu ludzi z ktorymi mieszkam - najpierw rodzice, teraz wspolokatorzy, przed ktorymi po prostu byloy mi wstyd. No, ale chec picia jest nadal i to chec takiego duzego picia. Moglbym wymieniac tysiace przykladow, jak chocby to, jak np. pojechalem do babci i gdy gdzies wyszla, a ja wrecz w potwornej depresji, to normalnie az rece mi sie trzesly by sobie "gulnac" whisky, ale jedyne co mnie powstrzymywalo, to to, ze przeciez babcia wroci... a ja co? bede lezal zalany... Tak jak juz pisalem, jestem czlowiekiem bardzo samotnym i raczej przez wiekszosc czasu smutnym, choc staram sie to ukrywac przed innymi... Ale pic nie pije duzo, czasami i z miesiac nawet browarka nie wypije i ogolnie rzecz biorac nie brakuje mi tego... No, ale zarazem mam takie alkoholickie sklonnosci.... Najbardziej przeraza mnie to, ze rodzice kupuja mi mieszkanie od przyszlego roku akademickiego - glownie z powodu tego, ze mam dosyc ciezkie studia, a tato ma swira na punkcie nauki i oczywiscie musi synkowi zrobic jak najlepsze warunki :/ ... Boje sie po prostu tego, ze moge codziennie sie upijac ... i skonczyc jako osoba totalnie uzalezniona od alkoholu... Strasznie sie tego boje, taka samotnosc jeszcze gorzej na mnie wplynie i obawiam sie, ze jednak siegne po 'lekarstwo' w postaci wodki... ;( Pisze tutaj, bo jesli naprawde zle w zyciu skoncze... to ciekawe jest to, ze moj alkoholizm zaczal sie... jeszcze przed pierwszym kielonkiem... Pozdrawiam serdecznie Nothingman |
|
| Powrót do góry |
|
 |
adam
|
Wysłany: Temat postu: re: |
|
|
Witam! Tak sie ostatnio zastanawialem nad natura niektorych uzaleznien. Zaczynam sie bac, ze bede kiedys totalnie uzalezniony od alkoholu. Najpierw powiem, ze jestem wrecz chorobliwie samotnym, niesmialym czlowiekiem. Pierwszy raz alkohoolu sprobowalem (jedno piwo) w wieku 15 lat - to dosyc pozno. Ale dokladnie pamietam, ze jeszcze PRZED PIERWSZYM napiciem, wrecz nie moglem wytrzymac, zeby sie nie upic - choc nie wiedzialem co to znaczy tak naprawde, ale bardzo chcialem wrecz zapic sie do nieprzytomnosci, tylko wtedy gdy przezywalem straszne chwile, jak chocby milosne niepowodzenia. Marzylem o tym, ze wezme sobie wodke od rodzicow z barku i ja po prostu wypije! Odkad zaczalem nie odmawiac alkoholu, to nie moge powiedziec, ze duzo pije. Raczej okazyjnie. Tylko raz w zyciu totalnie sie zapilem. Tylko raz bo nie robilem tego glownie z powodu ludzi z ktorymi mieszkam - najpierw rodzice, teraz wspolokatorzy, przed ktorymi po prostu byloy mi wstyd. No, ale chec picia jest nadal i to chec takiego duzego picia. Moglbym wymieniac tysiace przykladow, jak chocby to, jak np. pojechalem do babci i gdy gdzies wyszla, a ja wrecz w potwornej depresji, to normalnie az rece mi sie trzesly by sobie "gulnac" whisky, ale jedyne co mnie powstrzymywalo, to to, ze przeciez babcia wroci... a ja co? bede lezal zalany... Tak jak juz pisalem, jestem czlowiekiem bardzo samotnym i raczej przez wiekszosc czasu smutnym, choc staram sie to ukrywac przed innymi... Ale pic nie pije duzo, czasami i z miesiac nawet browarka nie wypije i ogolnie rzecz biorac nie brakuje mi tego... No, ale zarazem mam takie alkoholickie sklonnosci.... Najbardziej przeraza mnie to, ze rodzice kupuja mi mieszkanie od przyszlego roku akademickiego - glownie z powodu tego, ze mam dosyc ciezkie studia, a tato ma swira na punkcie nauki i oczywiscie musi synkowi zrobic jak najlepsze warunki :/ ... Boje sie po prostu tego, ze moge codziennie sie upijac ... i skonczyc jako osoba totalnie uzalezniona od alkoholu... Strasznie sie tego boje, taka samotnosc jeszcze gorzej na mnie wplynie i obawiam sie, ze jednak siegne po 'lekarstwo' w postaci wodki... ;( Pisze tutaj, bo jesli naprawde zle w zyciu skoncze... to ciekawe jest to, ze moj alkoholizm zaczal sie... jeszcze przed pierwszym kielonkiem... Pozdrawiam serdecznie Nothingman |
|
| Powrót do góry |
|
 |
jakub Gość
|
Wysłany: Pon Cze 12, 2006 9:25 am Temat postu: Re: Przyszly alkoholik... |
|
|
Nie chciałbym Cię urazić, ale to co się z Tobą dzieje z alkoholem ma chyba jednak niewiele wspólnego. Oczywiście jesteś zagrożony, nawet niekoniecznie alkoholizmem, jesteś też niezłym kandydatem na narkomana czy hazardzistę, ale to oczywiście zależy od Ciebie. Myślę że tak naprawdę doskonale wiesz co powinieneś robić i jak żyć... przede wszystkim nie rozczulać się nad sobą, to bardzo ważne, może podstawowe, a Ty masz do tego skłonności. Poza tym nie powinieneś być sam...czego zresztą się domyślasz... musisz jak najwięcej przebywać z ludźmi, nawet jeśli chwilowo nie masz na to ochoty. I mieć wypełniony czas jakimiś fajnymi i sensownymi zajęciami (sport -znaczy znaczna aktywność fizyczna- jest bardzo dobry na Twoje problemy; rower, bieganie, pływanie, siłownia... pomyśl o tym). I starać się rozwijać,żyć "po coś". To takie elementarne sprawy... Są oczywiście różne techniki i sposoby ograniczające chęć sięgnięcia po alkohol, ale Ty ich chyba -jeszcze- nie potrzebujesz. Oczywiście to dobrze że wyczuwasz niebezpieczeństwo... lepiej dmuchać na zimne... ale taka fatalistyczna fiksacja na swoim "przeznaczeniu" też nie jest zdrowa. Może powinieneś porozmawiać z jakimś psychologiem? W Twoim liście jest parę wątków wartych poruszenia z fachowym terapeutą, niekoniecznie takim od uzależnień... jakub |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Abstynent Gość
|
Wysłany: Pon Cze 12, 2006 1:50 pm Temat postu: Re: Przyszly alkoholik... |
|
|
Nothingman wrote: [quote]........... [/quote] Jesli nie trollujesz to cos jest nie tak z Twoja osobowoscia. Najlepiej zwroc sie do dobrego psyhiatry Na grupie nie otrzymasz raczej takiej pomocy, jakiej potrzebujesz -- Pozdrawiam Bogdan |
|
| Powrót do góry |
|
 |
Nothingman Gość
|
Wysłany: Wto Cze 13, 2006 12:10 pm Temat postu: Re: Przyszly alkoholik... |
|
|
Uzytkownik "Abstynent" napisal w wiadomosci [quote]Nothingman wrote: ........... Jesli nie trollujesz to cos jest nie tak z Twoja osobowoscia. [/quote] Trolluje? To chyba post laczacy sie w miare z tematyka grupy, a po drugie pisalem juz tutaj nie jeden raz... Co do drugiego wniosku, to zgadzam sie.. [quote]Najlepiej zwroc sie do dobrego psyhiatry Na grupie nie otrzymasz raczej takiej pomocy, jakiej potrzebujesz [/quote] Tak, jak wiem, ogolnie e-pomoc, jest raczej niemozliwa (choc od razu dziekuje bardzo jakubowi, za duzo madrych slow)... Ja tutaj, raczej chcialem napisac, by podzielic sie wrazeniami, ze uzaleznienie - przynajmniej tak kiedys mi sie zdawalo - nie zawsze zaczyna sie od tego, ze ktos kogos czyms 'poczestuje' czy ktos zacznie z kumplami pic jakis alkohol zbyt czesto, czy zazywac narkotyki na jakis imprezach i nagle okazuje sie, ze nie mozna juz bez tego zyc... Tylko, ze poczatki roznych uzaleznien w niektorych przypadkach maja podnoze czysto psychiczne i pewne sklonnosci do TYLKO POZORNEGO ulatwiania sobie zycia w postaci roznych uzywek zaczynaja sie niestety jeszcze przed ich braniem. Wiem, ze bylem w bledzie, ale mysle, ze nie tylko ja... Zawsze kojarzylem ludzi uzaleznionych (nie tych akurat bezdomnych z PKP itp.) tylko przecietnych ludzi jak ludzi majacych historie podobna w jakis sposob do gwiazd rock'a, ktorzy wpadli w uzaleznienie od np. heroiny... Ktorzy opowiadaja, ze byli mlodzi, popularni, przystoji, lubili ostro imprezowac, laski, seks, picie drugi i nagle okazalo sie, ze bez niektorych uzywek nie potrafia juz dac sobie rady... Pozdrawiam Nothingman |
|
| Powrót do góry |
|
 |
jakub Gość
|
Wysłany: Czw Cze 15, 2006 8:24 am Temat postu: Re: Przyszly alkoholik... |
|
|
[quote]Tylko, ze poczatki roznych uzaleznien w niektorych przypadkach maja podnoze czysto psychiczne i pewne sklonnosci do TYLKO POZORNEGO ulatwiania sobie zycia w postaci roznych uzywek zaczynaja sie niestety jeszcze przed ich braniem. [/quote] no, to dość oczywiste, w tym sensie że ludzie zagubieni, pełni lęków, po traumatycznych przeżyciach albo niepogodzeni ze sobą czy światem dużo chętniej wybierają ucieczkę od rzeczywistości niż tacy "pozbierani". No i gdyby w porę zaczęli coś sensownego robić ze swoim życiem, myśleniem, a zwłaszcza emocjami, byliby w miarę bezpieczni... pomijając czynniki genetyczne i sśrodowiskowe, oczywiście... Z tym że na tej grupie, jak sądzę, mało kogo interesuje jak to się stało że się uzależnił, i tak powinno być. Ulubiona metafora terapeutów na pytanie o mechanizm wejścia w uzależnienie: "jak pali się twój dom, to nie pytasz kto i kiedy zaprószył ogień, tylko gasisz, i pilnujesz żeby znowu nie zaczęło się jarać". To uproszczenie, ale grzebanie się w przyczynach własnego uzależnienia najczęściej nie jest ani zdrowe, ani bezpieczne. W miarę trzeźwienia, z czasem, przychodzi głębsze zrozumienie swojego życia i przeszłości, i wtedy wszystko staje się bardziej zrozumiałe, ale to są refleksje bardzo subiektywne, mało przydatne dla innych. [quote]Wiem, ze bylem w bledzie, ale mysle, ze nie tylko ja... Zawsze kojarzylem ludzi uzaleznionych (nie tych akurat bezdomnych z PKP itp.) tylko przecietnych ludzi jak ludzi majacych historie podobna w jakis sposob do gwiazd rock'a, ktorzy wpadli w uzaleznienie od np. heroiny... Ktorzy opowiadaja, ze byli mlodzi, popularni, przystoji, lubili ostro imprezowac, laski, seks, picie drugi i nagle okazalo sie, ze bez niektorych uzywek nie potrafia juz dac sobie rady... [/quote] eee... młodzi, popularni, przystojni... no tak... przypomniały mi się historie słyszane na mityngach AA i ludzie którzy je opowiadali... jasne, na mityngach można czasem spotkać ludzi z okładek czy prime time TV, ale zdecydowana większość do Twojego skojarzenia rzeczywiście słabo pasuje... jakub |
|
| Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|